Lifestyle
Quis suae urbis conservatorem Codrum, quis Erechthei filias non maxime laudat? Etsi ea quidem, quae adhuc dixisti, quamvis ad aetatem recte isto modo dicerentur.

0

„Jesteś tak brzydki i głupi, że cię nie chcę”. Ten cytat poznała cała Polska, gdy światło dzienne ujrzała sprawa znęcania się nad małym chłopcem z Legionowa. W ten sposób zwracała się do niego matka. Internauci najczęściej zadawali sobie pytanie „Jak można tak mówić do dziecka?”. Takie słowa i uczucia się zdarzają. I to nie tylko w rodzinach, w których jest przemoc.

Karolina W., matka Mikołaja z Legionowa koło Warszawy miała regularnie znęcać się nad synem. Sprawa, o której można było usłyszeć w programie „Interwencja” w telewizji Polsat, poruszyła Polaków. Wielu najmocniej zapadły w pamięć słowa matki, która z pretensją w głosie mówiła do syna, że jest brzydki. I że go przez to nie chce. Ludzie wnioskują: nie kocha dziecka, skoro tak do niego mówi.

„Moja córka ma być ładna”

– Może i jestem pustakiem, ale naprawdę wolę, żeby moja córka była ładna i miała dobry gust, niż żeby wygrywała te kolejne konkursy w szkole – mówi 31-letnia Ola (imię na jej prośbę zostało zmienione). – Od samego początku wstydziłam się za to jak moja córka wygląda. Nie chciałam wychodzić z nią na dwór, ani na zakupy. Unikałam tego jak mogłam. Miała dużą, niekształtną głowę, cienkie włosy. A ja marzyłam, żeby ją ubrać, uczesać i wyjść na plac zabaw. Żeby ludzie mówili „jaka mama, taka córka” – dodaje Ola.

– Są takie narcystyczne matki, które chcą, by dziecko spełniało ich wymagania. Mają swoje wyobrażenie o pięknie, mają kanony i standardy – jeśli dziecko się w nich nie mieści, nie potrafią go kochać – mówi Ewa Chalimoniuk, psychoterapeutka Laboratorium Psychoedukacji.

Kiedy lekarz podczas USG powiedział Dagmarze, że będzie mamą ślicznej dziewczynki, od razu „wiedziała”. Córeczka będzie miała ciemne oczy, ciemną karnację, białe równe ząbki… – A ona ma próchnicę, którą widać z daleka jak tylko się wyszczerzy. Czasem zakazuję jej się odzywać, bo już sama nie mogę na jej zęby patrzeć. Jeszcze dawniej, gdy była bobasem i miała w sobie tą słodycz małego dziecka, miałam do niej więcej serca i cierpliwości. Teraz ledwo się hamuję i bardzo mi z tym źle – komentuje Dagmara.

– Nie takie dziecko chciałam mieć – żali się 35-letnia Dagmara. – Popatrz na nią, nie ma w sobie delikatności. Ma taką chłopską urodę, jakby ją od pługa oderwali… Kocham ją, ale jak mam gorszy dzień, nie zapanuję nad nerwami, a ona mnie wyprowadzi z równowagi, potrafię jej to wykrzyczeć w twarz. Potem próbuję jakoś to obrócić w żart i pytam, czy wie, że ja sobie tak tylko gadam. Ale tak naprawdę widzę w jej oczach, że ona zna prawdę. Że jestem nią rozczarowana.

Kochaj bezwarunkowo

Oczywistym jest, że pierwsze, co każdy z nas mówi, nachylając się nad nowo narodzonym dzieckiem, jest „ale on/ona śliczny/a”. Dla wielu matek to największy komplement i powód do dumy. Jednak, aby móc pokochać własne dziecko nie możemy traktować go jak przedmiotu czy narzędzia do osiągnięcia jakiegoś celu.

– Matki są w stanie fizycznie odrzucić dziecko, gdy po narodzinach są rozczarowane jego wyglądem. Widzą, że dziecko jest brzydkie i nie chcą się nim zajmować. Taka sytuacja wymaga ogromnej pracy psychologa, rodziny i tej kobiety, by wskrzesić ciepłe uczucia – tłumaczy Chalimoniuk.

Tego typu historii pojawia się w sieci coraz więcej, zwłaszcza na forach internetowych, gdzie można być anonimowym. Z pewnością nie wszystkie kobiety, które cierpią z powodu urody swoich dzieci, są narcystyczne. Spośród nich należy wyróżnić te, które poza urodą nie widzą w swych dzieciach żadnej wartości. Jednak przedmiotowe traktowanie dzieci wspierają same… matki. W mediach społecznościowych, zwłaszcza na Instagramie, aż roi się od młodych mam, które proszą się o uwagę dla siebie i swojego idealnego dziecka w idealnym świecie. Dziecka ubranego tak, by pasowało do stylizacji. Dziecka, które tym, co robi podbija wartość matki i poprawia jej wizerunek.

– Nie jest tajemnicą, że młodych i ładnych szybciej zaakceptujemy, bardziej takim ludziom ufamy. Często to pierwsze wrażenie nas uwodzi – mówi Ewa Chalimoniuk. Pod wpływem wspomnianego uroku mamy błędne wyobrażenie tego, z kim naprawdę mamy do czynienia. A traktując w ten sposób własne dziecko, robimy mu największą krzywdę, bo zapominamy, że na miłość zasługuje bezwarunkowo.

0

Rodzice małych dzieci często mają dylemat: zaszczepić je, wiedząc o grożących powikłaniach poszczepiennych, czy nie szczepić i ryzykować, że zarażą się w trakcie najbliższej epidemii odry albo krztuśca? Czy szczepienie naprawdę może powodować autyzm? Istnieje szczepionka na raka?

Od wielu wieków wiadomo było, że jeśli ktoś przeżył chorobę zakaźną, to po raz drugi już na nią nie zachorował. Pierwsze próby podawania szczepionek przeprowadzono już w dawnych Chinach – strupy lub zawartość pęcherzyków pozyskanych od osób chorych na ospę prawdziwą wykorzystywano do zapobiegania tej chorobie. W XVIII wieku metoda ta rozpowszechniła się w Europie.

Dlaczego zaraził chłopca śmiertelną chorobą?

Brytyjski wiejski lekarz Edward Jenner pod koniec XVIII wieku zainteresował się tradycją ludową, mówiącą, że przechorowanie ospy krowianki, którą można zarazić się od bydła, daje odporność na ospę prawdziwą. Wykonał ryzykowny eksperyment: zaraził ośmioletniego chłopca ospą krowianką a po wyleczeniu wszczepił mu ospę prawdziwą. Zgodnie z oczekiwaniami chłopiec nie zachorował, ponieważ zyskał odporność.

 

Metoda zastosowana przez Jennera została nazwana wakcynacją, ponieważ łacińskie słowo vacca oznacza krowę. W Polsce szczepienia przeciwospowe metodą Jannera wprowadzono w latach 1801–1802. Ich największym propagatorem był Hiacynt Dziarkowski, polski lekarz, botanik i działacz społeczny. W Polsce ospa ostatni raz pojawiła się w 1963 roku we Wrocławiu. Choroba została przywleczona z Indii. Zaatakowała 99 osób, przy czym 7 z nich zmarło. Dzięki otoczeniu miasta kordonem sanitarnym i obowiązkowemu szczepieniu wszystkich mieszkańców epidemię udało się zdusić w zarodku.

Inne szczepionki

Pod koniec XIX wieku Ludwik Pasteur, francuski naukowiec, przygotował drugą z kolei szczepionkę w historii – przeciwko wściekliźnie. Później opracowano szczepionki przeciwko tyfusowi, cholerze i dżumie. W XX wieku powstawały nie tylko nowe szczepionki, ale zmieniał się też sposób ich przygotowania.

Pytanie nr 1: Czy do produkcji szczepionek używa się abortowanych ludzkich płodów?

Niektóre szczepionki naprawdę produkowane są z komórek zarodków ludzkich podanych aborcji. W przypadku szczepionek przeciwwirusowych problem polega na tym, że do rozmnożenia wirusów potrzebne są komórki. Do produkcji takich szczepionek używa się zapłodnionych jaj kurzych, kultur komórkowych lub komórek uzyskanych w wyniku inżynierii genetycznej. Materiał do kultur komórkowych pochodzi z różnych źródeł (np. małpy, króliki, przepiórki). Niektóre komórki faktycznie pozyskano z tkanek sztucznie usuniętych płodów ludzkich.

80 abortowanych dzieci

Według dostępnych informacji, prace nad pozyskaniem szczepionki przeciwko różyczce przygotowanej z linii komórkowej WI-38 (pierwsza linia komórkowa pochodząca z tkanek usuniętego płodu wykorzystana w sposób przemysłowy), wymagały łącznie wykorzystania około 80 płodów pochodzących ze sztucznego poronienia.

Z tkanki płucnej płodów

Obecnie do przemysłowej produkcji szczepionek używane są dwie linie – w załączonych ulotkach nazywane ludzkimi diploidalnymi liniami komórkowymi. Linia WI-38 została pozyskana z tkanki płucnej płodu 3-miesięcznej dziewczynki, natomiast linia MRC-5 pochodzi z tkanki płucnej dwutygodniowego płodu chłopca.

Pytanie nr 2: Jakie są skutki uboczne szczepień?

Skutki uboczne szczepień można podzielić na miejscowe, ogólne i reakcje alergiczne. Do miejscowych należą reakcje, które są obecne w miejscu wkłucia lub w jego bezpośredniej okolicy. Pojawiają się zazwyczaj zaraz po podaniu szczepionki albo do 48 godzin. Może to być obrzęk, zaczerwienienie lub stan zapalny. W przypadku poważnych reakcji zaczerwienienie przekracza średnicę 5 cm i towarzyszy mu stan zapalny oraz duży ból. Mogą pojawić się skurcze mięśni lub uszkodzenie nerwów. W razie wystąpienia takiej reakcji należy natychmiast skontaktować się z lekarzem.

Grozi paraliż albo utrata przytomności

Ogólne reakcje mają wpływ na cały organizm. Do częstych należą podwyższona temperatura (do 38,5°C), niepokój, bezsenność, nadwrażliwość, płaczliwość, bóle głowy, brał łaknienia, wymioty, rozwolnienie, zaparcia, wysypka lub obrzęk węzłów chłonnych. Może się też pojawić temperatura powyżej 38,5°C, której nie da się zbić w tradycyjny sposób, niesłabnący płacz, drgawki, tymczasowy paraliż lub chwilowa utrata przytomności.

Dlaczego musimy spędzić 30 minut w poczekalni?

Lekkie i średnio ciężkie reakcje alergiczne mogą przejawiać się w różny sposób w przypadku poszczególnych szczepionek. Zazwyczaj pojawia się wysypka lub obrzęk, zaczerwienienie i świąd w miejscu wkłucia. Na wypadek wystąpienia reakcji alergicznej zaleca się odczekanie 30 minut po zaszczepieniu w poczekalni u lekarza. Reakcja alergiczna może dotyczyć zarówno substancji czynnej w szczepionce, jak i substancji pomocniczych.

Ponad 2000 działań niepożądanych?

Według danych udostępnionych przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, w 2015 roku w Polsce zgłoszono 2111 niepożądanych odczynów poszczepiennych (w skrócie NOP), przy czym według klasyfikacji WHO 473 z nich to przypadki ciężkie, a 50 poważne. Klasyfikacja WHO oznacza jako ciężki niepożądany odczyn poszczepienny taki, którego rezultatem, niezależnie od dawki, jest zgon, hospitalizacja (lub przedłużenie pobytu w szpitalu pacjenta już hospitalizowanego), znaczny lub trwały uszczerbek zdrowia, stan bezpośredniego zagrożenia życia; natomiast poważny NOP to odczyn o znacznym nasileniu objawów, ale nie spełniający powyższych kryteriów odczynu ciężkiego.

Czego nie dowiemy się z ulotki?

Dotychczas nie zgromadzono odpowiedniej liczby dobrze udokumentowanych przypadków, które bez żadnych wątpliwości potwierdzają związek ze szczepieniem. Co roku jednak zgłaszane są tego typu powikłania, najczęściej po podaniu szczepionek wieloskładnikowych. Apatia bywa jednym z kilku przejawów, które prowadzą do zaburzeń rozwoju dziecka.

Pytanie nr 3: Czy szczepionki zawierają trujące rtęć i glin?

Dawniej do szczepionek dodawano rtęć w postaci tiomersalu, który przedłużał ich trwałość. Obecnie już prawie się go nie używa. Szkodliwość tiomersalu nie była nigdy udowodniona, natomiast glin to jeden z najczęściej spotykanych metali, obecny w wodzie, powietrzu i żywności. Średnie dzienne spożycie wynosi 10–15 mg. Sole glinu występują w większości szczepionek, ponieważ wzmacniają odpowiedź układu odpornościowego na szczepienie i wspomagają jego skuteczność. Ich ilość jest minimalna i nie przekracza 1 mg w jednej dawce. Większość glinu zostaje szybko wydalona z organizmu.

Glin w mleku matek

Zdaniem lekarzy w ciągu pierwszych 6 miesięcy życia dzieci otrzymują podczas szczepienia 3–4 mg soli glinu, jednak z mlekiem matki w tym samym czasie przyjmą około 10 mg tego pierwiastka, a mleko modyfikowane dla niemowląt zawiera 10–40 razy więcej glinu. Według badań przeprowadzonych w 2011 roku ilość glinu zawarta w szczepionkach nie stanowi zagrożenia dla zdrowia niemowląt.

Co twierdzą przeciwnicy szczepień?

Zdanie przeciwników szczepień na temat rtęci i glinu w szczepionkach jest odmienne. Po dodaniu glinu do szczepionki odpowiedź immunologiczna jest silniejsza nawet w przypadku mniejszej liczby bakterii i wirusów. Jeszcze kilka lat temu szczepionki dostarczano w kilkudawkowych opakowaniach, w których konserwantem była rtęć. Po dodaniu glinu i rtęci do szczepionek nikt nie przeprowadził badań ich toksyczności pomimo tego, że przypadki zatrucia rtęcią i glinem są znane.

Możemy się otruć?

Glin i rtęć wykazują działanie neurotoksyczne. Podobieństwo reakcji dzieci na szczepienia i objawów zatrucia glinem jest zastanawiające. Po szczepieniu dzieci często przestają gaworzyć, nawet na kilka miesięcy, przestaną się uśmiechać i ograniczą kontakt wzrokowy. Bywają płaczliwe lub apatyczne, miewają zaburzenia snu, czasami nawet drgawki. W przypadku starszych dzieci może pojawić się autyzm. Przeciwnicy szczepień twierdzą, że glin uszkadza te same obszary mózgu, które wykazują zmiany autystyczne.

Pytanie nr 4: Szczepienia przyczyną autyzmu?

W latach 90. opublikowano badania łączące szczepienia z rozwojem autyzmu i innych ciężkich schorzeń. Okazało się, że wnioski z tych badań zostały oparte na sfałszowanych wynikach i nie istnieje dowód na to, że szczepienia mogą wywoływać autyzm, astmę lub atopowe zapalenie skóry. Pomimo tego informacja o grożących powikłaniach takiego typu stała się jednym z najpowszechniejszych mitów dotyczących szczepień.

Autyzm coraz częstszy

Z tym nie zgadzają się przeciwnicy szczepień, argumentując, że w ciągu ostatnich 20 lat liczba przypadków autyzmu zatrważająco wzrosła i trudno zgodzić się z tym, że przyczyny są tylko genetyczne. W USA jeden na 54 chłopców cierpi na autyzm. To zmusza do zastanowienia.

Glin uszkadza mózg?

Problemem jest przede wszystkim nadmierna immunologiczna stymulacja mózgu. Dochodzi do niej, kiedy bakterie lub wirusy wnikną do mózgu przez niedojrzałą lub naruszoną barierę, która oddziela środowisko wewnętrzne mózgu od układu krwionośnego. Na podstawie obserwacji mózgów pacjentów lekarze zajmujący się tym problemem stwierdzili, że po silnej stymulacji immunologicznej w mózgu pojawia się chroniczny stan zapalny charakteryzujący się powstawaniem wolnych rodników tlenowych, które uszkadzają rozwijający się mózg. Takim stymulatorem mogą być również jony glinu stosowane w szczepionkach.

Co wywołuje autyzm?

Czynnik wywołujący autyzm pozostaje nadal nieznany. Wzrost liczby przypadków autyzmu zaobserwowano w wielu państwach na świecie pomimo tego, że substancji, które podejrzewano o wywoływanie autyzmu – tiomersal i rtęć – w tych państwach nie używa się już od wielu lat.

Co potwierdziły badania?

Amerykanie prowadzili badania w latach 2001–2012, podczas których poddali obserwacji 95 727 dzieci z całego kraju. W badaniach wzięły udział dzieci, którym w okresie od urodzenia do osiągnięcia wieku 5 lat nie podano żadnej, podano jedną lub dwie dawki szczepionki MMR. Niezależnych badań nie finansował żaden z producentów szczepionek, ale amerykański Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego i Narodowy Instytut (NIMH) oraz Narodowy Instytut Zdrowia (NIH).

Jeden procent?

Podczas badań stwierdzono łącznie 994 (1,04%) przypadków autyzmu u wszystkich obserwowanych dzieci. Ze względu na obawy rodziców dotyczące kolejnego szczepienia, szczególną uwagę zwrócono na 1929 dzieci, które miały już starsze rodzeństwo z autyzmem. U 134 dzieci z tej grupy również wystąpił autyzm. Wyniki badań nie wykazały związku z podaniem szczepionki MMR i zwiększonego ryzyka wystąpienia zaburzeń spektrum autyzmu u dzieci.

Stany zapalne mózgu i ich konsekwencje

Zupełnie inne liczby wyszły Harrisowi Coulterowi, historykowi medycyny, który prowadził szeroko zakrojone badania. Odkrył, że szczepienie w dzieciństwie wywołuje łagodniejszą formę zapalenia mózgu w o wiele większej skali, niż przyznają urzędy zajmujące się zdrowiem publicznym. Chodzi o 15–20% wszystkich dzieci. Twierdzi również, że następstwa zapalenia mózgu (u którego jednoznacznie udowodniono, że może być skutkiem ubocznym szczepienia) to dokładnie te zaburzenia, które nękają współczesnych ludzi: autyzm, epilepsja, zaburzenia snu i odżywiania, astma, cukrzyca i zaburzenia uczenia się.

Pytanie nr 5: Istnieje szczepienie przeciw rakowi?

Do najnowszych szczepionek należy ta przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego (HPV), czyli przeciwko rakowi szyjki macicy. W Polsce umieralność z powodu tego typu nowotworu jest o 70% wyższa niż przeciętna w krajach Unii Europejskie. Szczepionka jest przeznaczona dla dziewcząt, ale lekarze zalecają jej podanie również małym chłopcom. Dlaczego?

11 tysięcy nowotworów narządów płciowych

Wielu mężczyzn uważa, że ich ten typ nowotworów nie dotyczy, co niestety nie jest prawdą. Co roku na świecie wystąpi 11 tysięcy nowotworów męskich narządów płciowych. Wirus brodawczaka ludzkiego powoduje również nowotwory pojawiające się na głowie i szyi, które u mężczyzn występują 4 razy częściej niż u kobiet. Co roku przybywa 17 tysięcy nowych pacjentów z tym typem raka. HPV są przyczyną 5% chorób onkologicznych na świecie.

Przed czym chroni szczepienie?

Istnieje ponad 100 typów wirusów brodawczaka ludzkiego, z których tylko 15 może być przyczyną powstania nowotworu. Żadna szczepionka nie chroni przed wszystkimi 15 typami. Najlepsza z nich to Gardasil 9, który pokrywa 9 genotypów, natomiast Cervarix pozwala wytworzyć przeciwciała tylko przeciwko 2 najczęściej występującym typom wirusów HPV.

Rak rośnie w siłę

Szczepienie przeciw rakowi również ma swoich przeciwników. Przypominają oni, że w przypadku tłumienia działania niektórych wirusów inne stają się agresywniejsze oraz że nawet zaszczepione kobiety w ciągu 3 lat po szczepieniu zachorowały na inny typ nowotworu szyjki macicy. W ulotkach znajduje się informacja, że szczepienie nie chroni przed wszystkimi typami raka szyjki macicy, nie chroni też wszystkich zaszczepionych.

Dlaczego słabną mięśnie?

Niektórzy lekarze już od dłuższego czasu zwracają uwagę na to, że pomimo deklarowanego działania zapobiegawczego skutki uboczne są tak poważne, że nie powinny być pomijane ani ukrywane. W latach 2006–2009 po szczepieniu Gardasilem neurolodzy zgłosili 69 przypadków wystąpienia zespołu Guillaina-Barrégo (GBS). Jest to poważna choroba o podłożu autoimmunologicznym, która atakuje obwodowy układ nerwowy i przejawia się osłabieniem mięśni, uczuciem mrowienia w kończynach, a w niektórych przypadkach może prowadzić do paraliżu. Pierwsze objawy występują 6 tygodni po szczepieniu. Przyczyną może być glin zawarty w szczepionce.

6 martwych dziewcząt

Testowanie działania szczepionki odbyło się w Indiach i było finansowane przez jej producentów. W wyniku podania szczepionki zmarło 6 dziewcząt w wieku od 10 do 14 lat. Zaobserwowano też ponad 120 różnych działań ubocznych, między innymi bóle głowy, uszkodzenie żołądka, epilepsja i zaburzenia cyklu miesiączkowego. Z tego powodu rząd Indii podjął decyzję o wstrzymaniu badań klinicznych Gardasilu w swoim kraju. Dzięki temu opinia publiczna dowiedziała się, że dzieci i młodzież w krajach rozwijających się często są wykorzystywane do testowania szczepionek.

Pytanie nr 6: Czy osoby zaszczepione mogą zachorować?

Żadna szczepionka nie gwarantuje 100% ochrony przed chorobą. Na przykład skuteczność szczepienia przeciwko krztuścowi wynosi tylko 85%, więc 15% zaszczepionych osób może zachorować. Ze względu na niski stopień ochrony i duże ryzyko powikłań w większości krajów Europy Zachodniej zaniechano szczepień noworodków przeciwko gruźlicy. Trzeba również wziąć pod uwagę fakt, że szczepionka (w odróżnieniu od naturalnie przebytej choroby) nie musi chronić zaszczepionej osoby dożywotnie.

Odra coraz groźniejsza

W ubiegłym roku odnotowano w Polsce 133 przypadki zachorowania na odrę. W styczniu 2017 roku w Europie zachorowało już 559 osób. Niektóre z nich były szczepione. Lekarze biją na alarm i obawiają się epidemii. Zwłaszcza, że coraz więcej osób odmawia szczepienia. W zeszłym roku w Polsce było to aż 23 tysiące osób.

0

Prezerwatywa to wciąż najpopularniejsza i najłatwiej dostępna forma antykoncepcji. Mimo to ciągle nie wiemy kiedy, jaki rodzaj „gumek” sięgnąć i jak prawidłowo ich używać. Oto co o prezerwatywach powinien wiedzieć każdy z nas.

1. Miej ją zawsze przy sobie

Jeśli jesteś singielką, noś prezerwatywę w torebce obok kluczy do mieszkania, dowodu osobistego, szminki i tamponu. Jedyne co ryzykujesz, to to, że za jakiś czas przy porządkach w zapomnianych torbach, prezerwatywa wypadnie Ci na kolana, a Ty sprawdzając datę ważności, uśmiechniesz się, że w ogóle był taki rok i takie stulecie. Naciskamy na to, bo prezerwatywa uchodzi za męski środek antykoncepcyjny, to wciąż po świecie chodzi gromada mężczyzno-chłopców, którzy reagują na prezerwatywę jak czterolatek na szpinak. Wzdrygnięciem się i snuciem kłamstw oraz legend. Przestrzegamy- w kwestii gumek nigdy nie licz na faceta! A obraz napalonego gościa biegającego w środku nocy po stacjach benzynowych albo nocnych to arsenał komedii romantycznych, a nie życia.

2. To więcej niż antykoncepcja

Prezerwatywa jest jednocześnie środkiem antykoncepcyjnym i środkiem chroniącym przed chorobami przenoszonymi drogą płciową. Czyste dziewczyny używają gumek, to kwestia higieny, comprende? I to nie cytat z nas, tylko z Bridget Jones.

3. Nie daj się wkręcić!

Nie bądź frajerką ani mamuśką! Nie daj się zmanipulować! Jeśli w trakcie łóżkowych figli usłyszysz: „ale czy naprawdę muszę się ubrać?”, powiedz, że tak, albo wywal osła z łóżka. Robisz to też w jego interesie! Istnieje też na świecie para cwaniaków, która lubi się rozebrać „w trakcie”.

4. Nie rób tego zębami

Nigdy nie otwieraj celofanu zębami! Szkoda zębów i nie wiesz, co przegryziesz. Uważaj, co masz na palcach i nadgarstkach- drapieżne pierścionki pazury, kamyki i łańcuszkowe bransoletki mogą uszkodzić prezerwatywę.

5.Trening czyni mistrza

Naucz się sama zakładać prezerwatywy. Nie jest to, aż takie proste jak się wydaje w pierwszej chwili. Z przyczyn ekonomicznych doradzamy zakup dildo lub wibratora zamiast kilogramów bananów. Ćwicz i bądź dobrej myśli.

6. Rozmiar ma znaczenie

Nie daj wciskać sobie kitu o rozmiarówce- tu mu flaczeje, tam go uciska (zwykle uciska…). A przynajmniej nie daj wciskać sobie kitu, dopóki funkcjonujesz seksualnie w Europie. Owszem każdy penis ma własną osobowość, ale… To jak z butami, idź na wyprzedaż i jakich numerów tam nie uświadczysz? 38 i 39, prawda? Bo te są standardowe. Z penisami jest jak ze stopami. Standard rządzi.

7. Do wyboru, do koloru

Istnieją prezerwatywy lateksowe lub bez lateksu. Informacja o tyle ważna dla Ciebie, jeśli masz uczulenie na lateks. Wtedy musisz zaopatrywać się w specjalne prezerwatywy dla alergików- częściej dostępne w sex shopie niż aptekach… Niemniej to nie jest częsty rodzaj uczulenia. Po drugie należy zadać sobie pragmatyczne pytanie: który rodzaj pieczenia wolisz? A propos choroby płciowe przenosimy też przez ślinę, co oznacza, że choć to fajne, to zastanów się, czy masz ochotę być bierną stroną stosunku oralnego… Jeśli chcesz być stroną czynną, również nalegaj na używanie prezerwatywy. Masz milion smaków do wyboru. Pamiętaj, smakowe prezerwatywy wymyślono właśnie do seksu oralnego, ponieważ w tych prezerwatywach klasycznych lubrykant jest gorzki.

0

Jest wiele sposobów na podniesienie temperatury w związku. Każda z nas miewa takie momenty w życiu, kiedy potrzebuje dodać trochę pikanterii do stałego związku. Gotujemy wyjątkowe pyszności z nieco większą niż zwykle ilością chili, zakładamy małą czarną, seksowną bieliznę i buty na wysokich obcasach. A co mniej konwencjonalnymi sposobami? Są i takie!

Zapach. Daj się powąchać

Faktem jest, że twój facet kocha twój zapach i nie mówimy o prefumach. Wszystko opiera się na… chemii. Nasze ciała zawierają cząsteczki, zwane MHC, odpowiedzialne za zapach, jaki wydzielamy. Zapachy, które uważamy za atrakcyjne pochodzą od ludzi, którzy są z nami najbardziej zgodni genetycznie. Zatem… nie tylko bratnia dusza, ale i ciało!

Pewność siebie. Daj się poznać z mocnej strony

Weźmy na przykład taniec. Nawet jeśli jesteś najbardziej nieskoordynowaną osobą na świecie, jeśli nie boisz się bawić i wyluzować, to po prostu jesteś pewna siebie. Nie patrzysz na to, co inni o tobie powiedzą? Tak, to też pewność siebie. I zgadłaś, faceci uważają, że taka pewność siebie jest niezwykle sexy.

Hobby. Interesuj się tym, co on lubi

Twój wybranek lubi gry wideo? Weź konsolę i zagraj z nim! Uwielbia gotować? Zakładaj fartuszek i pytaj o najdrobniejsze szczegóły. Będzie w siódmym niebie! Cokolwiek to jest, dowiedz się, co go tak naprawdę cieszy i weź w tym udział. Okaż zainteresowanie rzeczami, które są dla niego ważne. To nie tylko dobry chwyt na poderwanie faceta, to doskonały sposób na scementowanie związku.

Bałagan. Bądź troszkę nieporządna

Nie totalnie niechlujna, troszkę nieporządna. Faceci lubią lekki chaos w ich otoczeniu. Zostaw brudne naczynia na noc, nie sprzątaj ubrań z podłogi – przyzwyczaj się do tego i po prostu ciesz się wspólnymi chwilami

Czytanie. Biegnij do biblioteki

Mężczyźni lubią kobiety, które czytają. Może to dlatego, że jest naukowo udowodnione, że czytelniczki są bardziej otwarte i empatyczne.

Inteligencja. Inwestuj w siebie

To nie truizm. To stuprocentowa prawda. Posługiwanie się obcymi językami, prowadzenie i podtrzymywanie konwersacji, ciekawość świata, ciągłe zdobywanie nowej wiedzy, dyskutowanie… Po prostu widać, że masz nieograniczone możliwości. Sexy!

0

Jeśli z twojej lodówki czuć stęchlizną, rybą, cebulą lub innymi niemiłymi aromatami od których odechciewa się jeść, zrób naturalny pochłaniacz zapachów. Jest skuteczny, nie rzuca sie w oczy, co więcej, fajnie wygląda, a do jego wykonania potrzebujesz dwóch łatwo dostępnych składników. Brzmi ciekawie? Poznaj szczegóły.

o usuwania brzydkich zapachów z lodówki używa się mielonej kawy, połówek cytryn lub kupionych w sklepie pochłaniaczy z aktywnym węglem. My chcielibyśmy zaproponować coś innego – domowy absorber, który nie tylko usunie przykrą woń, ale jednocześnie napełni lodówkę delikatnym aromatem lawendy.

Jak wykonać domowy pochłaniacz zapachów do lodówki

Potrzebne ci będą:

1. Soda oczyszczona – doskonały naturalny neutralizator zapachów

2. Suszone kwiaty lawendy lub lawendowy olejek eteryczny (jeśli nie lubisz jej zapachu, możesz użyć innego olejku lub ograniczyć się do sody oczyszczonej).

3. Pojemnik na cukier puder z sitkiem (możesz go kupić za niecałe 7 zł)

Sodę wymieszaj z lawendą i umieść w pojemniczku (jeśli używasz olejku, w pierwszej kolejności wsyp sodę, potem skrop ją kilkoma aromatycznymi kroplami). Zakręć i umieść w lodówce.

Tego typu absorber lodówkowych zapachów jest bardzo praktyczny: nie rzuca się w oczy, nie ma ryzyka rozsypania zawartości. Sodę z lawendą wymieniaj co kilka miesięcy. Możesz użyć jej też do zneutralizowania fetoru z kosza na śmieci – po prostu wierzch odpadów posyp proszkiem.

Jak często myć lodówkę i czym najlepiej to robić

Aby twoja lodówka pachniała świeżością, musisz utrzymywać ją w czystości (to oczywistość, ale warta przypomnienia). Lodówkę najlepiej myć raz w miesiącu, za to raz na tydzień – przed większymi zakupami – dobrze jest zrobić  przegląd i pozbyć się nieświeżych produktów.

Do mycia lodówki doskonale sprawdzi się ciepła woda z dodatkiem (do wyboru): octu, sody oczyszczonej lub płynu do mycia naczyń i miękka ściereczka. Zanim zaczniesz porządki, wyłącz lodówkę i opróżnij z zawartości.

Podoba ci się pochłaniacz zapachów, który zaprezentowaliśmy? Zrobisz sobie taki lub podobny?

0

Negatywna energia może mieć wielki wpływ na nasze życie. Rujnuje niemal każdy jego aspekt. Czujemy się chorzy, przemęczeni, znużeni. Wpadamy depresję, mamy problemy ze snem, bez żadnego powodu dopada nas rozdrażnienie i przygnębienie. Pojawiają się problemy w kontaktach z innymi, nawet z najbliższymi osobami. Jeśli czujemy się zablokowani i mamy wrażenie, że coś w naszym życiu idzie źle, to warto zatrzymać się i przyjrzeć sprawie uważnie. Może oprócz innych działań warto również rozważyć oczyszczenie swojego otoczenia ze złej energii?

Decyzja

Pierwszym z naszych działań musi być przede wszystkim silne przekonanie o tym, że chcemy oczyścić swoje życie z negatywnej energii. Zdecydowane i pozytywne nastawienie jest najważniejsze. Tylko ono gwarantuje odpowiednią moc i motywację do zmiany swojej sytuacji. Większa wiara i przeświadczenie o słuszności podejmowanych decyzji oznacza silniejszą magię ochronną.

Wybaczenie

Każdy żal i złość, które w sobie nosimy są dla nas niszczące. To silna blokada, która trzyma nas w ryzach i nie pozwala się wyzwolić. Nie pozwala nam ruszyć z miejsca, nie daje się przepracować. Rani nas każdego dnia na nowo. Nie dość, że nie mamy miejsca w życiu na nowe doświadczenia, to jeszcze nasze rozżalenie przyciąga do nas negatywne energie. Dlatego powinniśmy wybaczyć – wyciągnąć wnioski z otrzymanej lekcji, zapamiętać jej przesłanie i pozwolić jej odejść. Warto zapoznać się z rytuałami radykalnego wybaczania.

Oczyszczające kąpiele

Woda ma magiczne właściwości. Działa uzdrawiająco i kojąco, jest jednym z podstawowych elementów magii oczyszczającej. Dodatkowo możemy wzmocnić ją dodatkami soli, ziół, olejków eterycznych. Warto wybrać te, które mają też właściwości uzdrawiające i kojące. Szczególnie użyteczne mogą być: eukaliptus, szałwia, mięta pieprzowa czy mirra. Dobrze również wybrać rytuał, który najbardziej odpowiada naszym potrzebom. Kąpiel powinna być niezbyt gorąca, a spłukiwać negatywną energię warto chłodną wodą. Pamiętajmy, żeby zanurzyć się w wodzie w całości – łącznie z głową.

Modlitwa

Ogromne znaczenie w procesie oczyszczania ma pomoc siły wyższej. I nie ma tu znaczenia, czy wierzymy w boga osobowego, w globalną energię czy po prostu w swoje wyższe ja. Najważniejsze jest, by zwrócić się ze swoją prośbą do siły, która kieruje naszym życiem. Istotnym krokiem jest przyznanie się przed samym sobą, że nie dajemy sobie rady z naszym życiem, że coś w nim idzie nie tak. Czasem wymaga to przełknięcia własnej dumy i spojrzenia na świat z innego, pokorniejszego punktu widzenia. Poproszenie o pomoc to ważny krok na drodze do uzdrowienia sytuacji.

Magia kryształów

W rytuałach oczyszczania energii niezastąpiona jest magia kamieni. Warto poczytać o mocy kryształów i wybrać te, które będą dla nas najodpowiedniejsze. Przy wybieraniu talizmanu dla siebie dobrze jest zdać się również na intuicję. Podświadomość najlepiej wie, co będzie dla nas najlepsze. Szczególną moc oczyszczającą mają: kryształ górski, onyks, malachit, perydot, tygrysie oko. Bardzo istotną rzeczą przy korzystaniu z mocy kamieni jest częste ich oczyszczanie. Myjemy je pod chłodną, bieżącą wodą. Możemy również zakopać kamienie w ziemi lub okadzić dymem szałwii białej. Pamiętajmy, by po każdym oczyszczeniu naenergetyzować kryształ swoją energią.

Sprzątanie domu

Nie da się wprowadzić harmonii w swoje życie, jeśli nasza przestrzeń jest zanieczyszczona i zagracona. Dlatego pracę z energią dobrze jest zacząć od posprzątania domu. Rozejrzyjmy się, czy meble i rozrzucone rzeczy nie zakłócają przepływu energii. Jak to sprawdzić? Najlepiej zastanowić się, czy ułożenie przedmiotów nie drażni nas, nie przeszkadza. Zatrzymajmy się na środku pokoju, zamknijmy oczy i pomyślmy – czy nie czulibyśmy się bardziej komfortowo, gdyby któryś z mebli stał w innym miejscu? Nie trzymajmy w domu rzeczy, których nie lubimy, przywołujących złe wspomnienia czy zepsutych. Na koniec, kiedy już wszystko jest przejrzane i ułożone na odpowiednim miejscu, przychodzi czas na zmianę energetyki domu.

Okadzanie ziołami

Kiedy już posprzątamy w domu, jest czas na jego energetyczne oczyszczanie. Użyjmy do tego ziół. Świetnie sprawdza się w tym celu niezastąpiona szałwia biała. Możemy kupić ją w formie kadzidła lub silniejszej i czystszej postaci – suszonego pęczku. Skupiamy się na tym, co chcemy zrobić. Zapalamy pęczek i przygaszamy płomienie. Żarzy się on, wydzielając intensywny dym. Okadzanie zaczynamy od drzwi wejściowych. Ruszamy wzdłuż wszystkich ścian, naokoło całego mieszkania, w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Zwróćmy uwagę, czy dym wypełnił wszystkie kąty, dotarł do trudno dostępnych miejsc. Kończymy, wracając do drzwi wejściowych. Na koniec gasimy pęczek w ziemi i wietrzymy mieszkanie, pozwalając złej energii odejść. Po oczyszczaniu warto napełnić dom dobrą energią, przywołać szczęście i miłość.

Zaklęcia ochronne

W oczyszczaniu i ochronie siebie i swojej przestrzeni przed wpływem negatywnej energii dobrze jest też wspomóc się magicznym rytuałem ochronnym. Pozwala on zabezpieczyć się na przyszłość. Nie wierzymy w magię? Nie szkodzi. Dobrze jest wytłumaczyć sobie, że po wykonaniu tego rytuału nasza podświadomość będzie odpowiednio wzmocniona w walce ze złą energią. Możemy być pewni, że magia zadziała. Do jej wykonania potrzebować będziemy świec w kolorach białym, czarnym i zielonym. Najpierw zapalamy białą świecę, skupiamy się, wizualizujemy białą kulę światła i wypowiadamy słowa: “Ziemio, Wodo, Powietrze, Ogniu i Duchu, siłą białej świecy oczyśćcie moją przestrzeń z negatywnych energii. Uzdrówcie mnie”.  Następnie zapalamy czarną świecę i powtarzamy zaklęcie: “Ziemio, Wodo, Powietrze, Ogniu i Duchu, siłą czarnej świecy oczyśćcie moją przestrzeń z negatywnych energii. Uzdrówcie mnie”. Zapalamy zieloną świecę i powtarzamy to samo: “Ziemio, Wodo, Powietrze, Ogniu i Duchu, siłą zielonej świecy oczyśćcie moją przestrzeń z negatywnych energii. Uzdrówcie mnie. Niech tak się stanie”. Następnie wizualizujmy sobie siebie w kuli białego, czystego światła. Upewnijmy się, że nie ma w niej żadnych zabrudzeń i plam. Jeśli się pojawią, to wyobraźmy sobie, że zdejmujemy je lewą ręką, okrężnym ruchem (w przeciwną stronę do wskazówek zegara) i wyrzucamy poza kulę. Pozwólmy świecom dopalić się, a ich resztki zakopmy pod drzewem. Rytuał został spełniony.

0
Close-up shot of wicker laundry basket filled with white laundry.

Skurczone ubrania, zniszczone tkaniny, naderwane guziki, poszarzała bielizna. Wpadki podczas domowego prania zdarzają się każdemu z nas. Czasem wynikają z nieuwagi, czasem niewiedzy, ale często są wynikiem błędów, których można uniknąć. Wystarczy, że zdiagnozujesz przyczyny najczęstszych kłopotów i wdrożysz kilka prostych zasad, by pranie było już zawsze przyjemnym, a przede wszystkim sprawnie wykonanym domowym obowiązkiem.

1. Brak segregacji ubrań

Być może to oczywistość, ale brak odpowiedniej selekcji ubrań przed praniem jest najczęstszym błędem, jaki popełniamy. Wbrew pozorom wcale nie chodzi tu wyłącznie o mieszanie ubrań kolorowych z białymi. Równie często nie zwracamy uwagi na to, z jakich tkanin są one wykonane. Tymczasem kolor i materiał odzieży to najważniejsze czynniki, które powinniśmy brać pod uwagę na etapie przygotowania brudnych ubrań do prania. Ignorując je, możemy być pewni, że ubrania po praniu będą czyste, ale i… poszarzałe, zafarbowane bądź zniszczone. Większość z nich już nigdy nie wróci do swojego pierwotnego stanu.

Aby tego uniknąć, segreguj. Najpierw kolorami: osobno jasne, osobno kolorowe, a najlepiej, by na trzecim stosie znalazły się jeszcze ubrania niepewne, tj. takie, które podejrzewasz, że mogą farbować (np. czerwona bluzka, czarna apaszka, dżinsy). Jeśli miejsce w łazience, pomieszczeniu gospodarczym lub pokoju pozwala ci na to, przygotuj dwa kosze na brudną bieliznę – to zdecydowanie ułatwi sortowanie ubrań. Dodatkowo, zwróć uwagę na materiał, z którego są wykonane. Tkaniny delikatne, takie jak len czy wełna, mogą ulec zniszczeniu, gdy wypierzesz je jednocześnie z innymi ubraniami. Nie powinno się też prać ze „zwykłymi” ubraniami ręczników i polarów. Pamiętaj, że niektóre ubrania (np. stroje kąpielowe) nadają się wyłącznie do prania ręcznego.

2. Pranie w niewłaściwej temperaturze

Temperatura, w jakiej pierzemy ubrania, ma olbrzymie znaczenie nie tylko dla stopnia ich odświeżenia, ale także ich jakości oraz trwałości. Ubranie uprane w zbyt wysokiej temperaturze może ulec zniszczeniu – gorąca woda spowoduje, że materiał się skurczy. Z kolei pranie w niskiej temperaturze ubrań mocno zabrudzonych nie spełni swojego zadania – odzież po wyjęciu z bębna pralki może okazać się wciąż brudna lub nieświeża. Nieodpowiednia temperatura ma także wpływ na kolor ubrania, który stanie się mniej intensywny, a z czasem znacząco wyblaknie.

Jak sprawdzić, w jakiej temperaturze powinna być uprana odzież? W pierwszej kolejności zerknij na metkę ubrania – producent umieszcza tam oznaczenia, w jaki sposób i w jakiej temperaturze należy je prać. Takie rozwiązanie bywa jednak wykluczone, gdy metka jest niewyraźna lub zwyczajnie jej nie ma (bo np. ją oderwaliśmy). Warto wtedy zapoznać się z możliwościami swojej pralki. Najnowsze modele pralek, takie jak choćby Whirpool Supreme Care z technologią 6. Zmysł, samodzielnie rozpoznają „potrzeby” ubrań. Wystarczy za pomocą specjalnej aplikacji połączonej z pralką wybrać materiał, kolor i rodzaj garderoby, która wymaga odświeżenia, a system urządzenia wybiera najbardziej efektywny i bezpieczny dla ubrania program.

3. Użycie zbyt dużej ilości detergentów

To jedna z najczęstszych pułapek związanych z praniem, szczególnie ubrań mocno zabrudzonych. Zbiornik na proszek bądź płyn uzupełniamy większą ilością detergentu, bo wydaje nam się, że dzięki temu odzież lepiej się wypierze. Nic bardziej mylnego. Nadprogramowa ilość proszku osiądzie na ubraniach i nawet po wytrzepaniu go z odzieży pozostanie we włóknach materiału, niszcząc go, a dodatkowo podrażniając naszą skórę. Dodatkowo, w przypadku ciemnych ubrań, środek pozostawi na nich białe smugi. Podobnie płyn do płukania – zbyt duża jego ilość sprawi, że pranie nie zostanie dobrze wypłukane, a pozostałości detergentu mogą wywołać nawet reakcję alergiczną.

Rada jest prosta: stosuj się do wskazówek producenta środków czyszczących. Nawet przy maksymalnie załadowanym bębnie pralka poradzi sobie z praniem przy zastosowaniu dokładnie takiej ilości proszku bądź płynu, jaki sugeruje instrukcja na opakowaniu detergentu. Dzięki temu unikniesz nie tylko smug na ubraniach i podrażnień skóry, ale także brudu gromadzącego się w tak newralgicznych miejscach jak mankiety czy kołnierzyki wskutek wytworzenia zbyt dużej ilości piany. Zerknij także do instrukcji swojej pralki – niektóre urządzenia samodzielnie rekomendują potrzebną ilość środka czyszczącego, warto skorzystać z tej funkcji.

4. Pranie zbyt wielu ubrań jednocześnie

Brudna bielizna gromadzi się szybko, szczególnie latem, gdy wysokie temperatury wymuszają częste zmiany i odświeżanie odzieży – nic dziwnego, że chcemy uprać ją „za jednym zamachem”. Często też czekamy, aż prania się nazbiera tyle, by wypełnić nim całą pralkę, bo pranie kilku ubrań jest nieekonomiczne. Niestety, wkładając do bębna tyle ubrań, ile się w nim zmieści (czasem na siłę próbując dołożyć „jeszcze tylko skarpetki”), nie osiągniemy żadnego z tych celów. Ubrania potrzebują mieć w pralce przestrzeń, w przeciwnym razie mogą się nie uprać, a z bębna wyjmiemy nieświeże, niedoprane i niedostatecznie wypłukane z proszku bądź płynu tkaniny. Z tego samego względu takie pranie może okazać się mało opłacalne, bo zwyczajnie będziemy musieli nastawić je jeszcze raz. Dodatkowo, tak duży załadunek pralki może uszkodzić samo urządzenie.

Pierz partiami. Nie chodzi o to, by nastawiać pranie, gdy mamy zaledwie trzy brudne ubrania, ale by nie przesadzać z ich ilością. Pamiętaj, że zbyt duża ilość ubrań prana jednocześnie spowoduje też, że będą bardziej zgniecione, a więc trudniejsze do wyprasowania. Jeśli zakup pralki masz dopiero przed sobą, zainwestuj w urządzenie z zaawansowaną technologią odczytywania ilości nastawianego prania. Wówczas system samodzielnie oceni jego objętość i nie włączy żadnego programu, dopóki brudnej bielizny będzie w bębnie zbyt dużo.

5. Pozostawienie upranej odzieży w pralce

Często zdarza się tak, że nastawiając pranie, źle oszacujemy czas, który pozostał nam do wyjścia z domu lub musimy nagle go opuścić. Wiemy, że nie zdążymy wyłączyć pralki, a tym bardziej wyjąć prania i go rozwiesić lub włączyć suszarki. Pozostawienie mokrych, upranych ubrań w zamkniętym bębnie pralki przez dłuższy czas nie jest jednak dobrym pomysłem. Może się bowiem okazać, że po powrocie do domu z pralki wyjmiemy ubrania czyste, ale… nieświeże. Dodatkowo, przy regularnym zapominaniu o wyjęciu prania, tkaniny mogą szybciej niszczeć.

Jeśli jesteś w domu, staraj się wyciągać upraną odzież od razu po zakończeniu cyklu prania. Planuj też pranie wcześniej, kiedy wiesz, że nigdzie nie musisz wyjść lub dolicz do czasu prania dodatkowe pół godziny, a nawet godzinę, by mieć zapas czasowy na wyjęcie upranych ubrań. Kupując pralkę, zwróć uwagę na urządzenia wykorzystujące w swoich systemach nowe technologie. Przy zakupie takiego modelu wystarczy, że na swoim smartfonie lub tablecie zainstalujesz odpowiednią aplikację, by zdalnie nastawiać, wyłączać lub przełączać na suszenie pozostawioną w pralce odzież. Nawet jeśli ubrania będą musiały na ciebie zaczekać, pralka zadba o ich jakość, włączając cykliczne ruchy bębna, które pozwolą zachować świeżość odzieży zanim ją wyjmiesz z pralki.

6. Brak przygotowania ubrań do prania

Sortowanie ubrań, sprawdzenie oznaczeń na ich metkach, nastawienie odpowiedniego programu i zadbanie o odpowiednią ilość detergentu to absolutna podstawa udanego prania. Ale równie ważne jest przygotowanie ubrań, a o tym często zupełnie zapominamy. Mowa o wszelkich elementach ubrań, które mogą zniszczyć delikatne tkaniny (np. suwaki) bądź zostać pod wpływem wirowania oderwane (np. guziki). Istotne jest także odwracanie ubrań na lewą stronę i zadbanie o łatwą do „zgubienia” bieliznę osobistą.

Zanim włożysz brudne ubrania do pralki, dokładnie je przejrzyj. Pozasuwaj wszystkie suwaki w spodniach i bluzach, by nie zaciągnęły bądź przedziurawiły materiałów innych ubrań, a i same nie zostały zniszczone. Guziki, szczególnie w koszulach i spódnicach, bo tam są one najdrobniejsze i przyszyte lżej niż na przykład w dżinsach, dokładnie poodpinaj, by podczas prania nie uległy oderwaniu. Drobne części odzieży, takie jak skarpetki, rajstopy czy biustonosze, pierz w specjalnym woreczku do prania bielizny, dzięki temu dłużej zachowają trwałość, nie rozciągną się i nie zaginą w trakcie prania (to częsty kłopot w przypadku dziecięcych skarpetek czy tzw. stopek, które mogą trafić do uszczelki w bębnie pralki). Pamiętaj też o przewracaniu ubrań na lewą stronę – ochroni to na dłużej kolory tkanin i zapobiegnie odrywaniu się kolorowych aplikacji.

0

Poznaliśmy się przez internet. Spotkaliśmy, ale on już później nie chciał, albo nie mógł tego kontynuować. Pomyślałabym, że nie wpadłam mu w oko. Czasem dobrze rokująca znajomość w sieci kończy się przeciętnym spotkaniem w realu. Najzabawniejsze jest to, że choć się nie spotykamy, to cały czas do mnie pisze! Zachowujemy się, jakbyśmy byli parą. A jak ma dojść do spotkania to on albo przekłada, albo milczy, albo wymyśla jakieś dziwne powody. Facet wie o mnie prawie wszystko, koresponduje się nam idealnie. Czasem mamy takie zabawy, że w tym samym czasie sobie gotujemy albo oglądamy jakiś mecz siatkówki, tylko że każdy ze swojego mieszkania. Nie rozumiem, czemu nie robimy tego razem. Dzieli nas odległość 15 minut drogi autem.

Ludzie, którzy mają spore trudności z kończeniem znajomości oraz z kulturalnym zachowywaniem się po odbytych randkach. To zjawisko nazywa się ghosting i oznacza urwanie kontaktu bez słowa wyjaśnienia. Ghosting praktykują te osoby, które wiedzą, że nie chcą już utrzymywać znajomości, ale nie umieją jej kulturalnie zakończyć. Natomiast to z czym ma problem autorka listu dotyczy tych, którzy nie wiedzą czego, chcą i na wszelki wypadek podtrzymują znajomość w świecie wirtualnym. Psycholodzy społeczni nazywają to zjawisko benchingiem.

Ławka rezerwowych

Benching można przetłumaczyć jako „ławka rezerwowych”. Ofiara benchera, posadzona na ławce, ma niewygodne wrażenie, że z jednej strony jest blisko ze swoim internetowym rozmówcą, a z drugiej kompletnie nie uczestniczy w jego życiu. Mamiona czułymi słówkami na komunikatorze, wyczekuje spotkania i za żadne skarby nie chce układać sobie życia z kimś innym, bo cały czas wierzy, że bencher się z nią w końcu umówi. Czy się umawia? Czasem tak, a czasem nie, w zależności od tego, czy w międzyczasie poznał kogoś ciekawszego.

Niestety często dzieje się tak, że nie jest zainteresowany, a tylko podbudowuje swoją samoocenę, widząc nasze zaangażowanie. Istnieją bowiem osoby, które tak bardzo potrzebują uwagi, akceptacji i podziwu innych, że podtrzymują sztucznie znajomości z tymi, którzy ich podziwiają (mimo ze znajomość ich wcale nie interesuje). Dlatego generalnie najlepsza metoda na benchera to zaprzestanie pompowania jego wybujałego EGO, nie poświęcanie mu wiele uwagi, zrezygnowanie z zachwytów i pobłażania.

To trudne, ale możliwe do wykonania, przy odpowiednim nastawieniu psychicznym. Często ludzie (głównie kobiety) siedzą na ławce rezerwowych, bo boją się odrzucenia, samotności, że już nikogo nie znajdą. Boją się, bo żyją w iluzji, że to zauroczenie to prawdziwa miłość.

Jak sobie poradzić z sytuacją, w której internetowa znajomość za żadne skarby nie chce się rozwinąć w świecie rzeczywistym?

1. Postaw jasno granice

Bencher najlepiej czuje się wtedy, kiedy nikt nie ma oczekiwań wobec niego. Jeśli jednak masz oczekiwania, bo sama korespondencja to za mało, postaraj się jasno i klarownie powiedzieć mu, że taka forma znajomości Ci nie odpowiada. Daj mu jasno do zrozumienia, że chcesz relacji opartej na kontakcie rzeczywistym, a nie wirtualnym. Nie owijaj w bawełnę, napisz mu to krótkimi zdaniami, bez wywodów.

2. Trzymaj się granic, które wyznaczyłeś

Jeśli już powiedziałaś A, to powiedz i B. Postaraj się nie ulegać jego słowom, że już niedługo, że już za moment się spotkacie. Bądź konsekwentna, nawet jeśli w duchu łamie ci to serce – pamiętaj, że w ten sposób dbasz o siebie. Chciałabym, żeby stawianie granic było proste, ale nie jest. Czasami musimy być wtedy mniej uprzejmi, wcale nie uśmiechnięci. Pamiętaj jednak, że bencher z Tobą pogrywa. Pora zakończyć ten mecz. Najlepiej formułując prosty komunikat. „Daj znać, kiedy będziesz miał możliwość spotkania face to face.” i zaprzestając tym samym wirtualnych pogawędek.

3. Wyloguj się do życia

Jeśli Wasza znajomość jest totalnie osadzona w sieci, to może dobrym pomysłem byłby mały detoks od internetu? Jesień to piękna pora roku – zamiast siedzieć przed komputerem warto wybrać się na spacer. Czaty wirtualne mogą być bardzo wciągające. Jeśli ta znajomość opiera się wyłącznie na korespondencji, a Ty masz już dość, po prostu zacznij robić coś poza siecią. Może masz hobby, które ostatnio zaniedbałaś, albo jest aktywność, na którą nigdy nie miałaś czasu? Gwarantuję, że teraz się ten czas znajdzie.

4. Nie zrażaj się, w internecie jest dużo wartościowych osób

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, a jeden bencher nie powinien sprawić, że raz na zawsze rzucisz randkowanie. Czasem tak bywa, że ludzie nie potrafią w danej chwili swego życia się zdecydować. Może mają taki wybór kandydatów, a może nie wiedzą, czy do końca są gotowi na związek. Najlepsze co można zrobić to wybaczyć bencherowi i zająć się swoim życiem. Im wolnej wybaczamy tym trudniej nam wejść w nowe znajomości, a szkoda czasu na pielęgnowanie w sobie gniewu!

5. Nie zamień się w benchera!

Czasami ludzie tak bardzo się zrażają i choć piszą z nowymi osobami w sieci, to boją się z nimi spotkać. Boją się, że ktoś ich odrzuci, albo znowu posadzi na ławce rezerwowych. Więc robią jeden krok do przodu, ale potem dwa do tyłu stając się bencherami, czyli tymi, którzy tylko korespondują, a nie pozwalają się do siebie zbliżyć.

Całkiem naturalną reakcją ofiar benchingu jest spadek poczucia własnej wartości i obrzucenie samego siebie winą za tę sytuację. Ale warto zweryfikować te myśli, bo odpowiedzialność za benching ponosi wyłącznie bencher. Niezależnie od tego jaki charakter/osobowość/urok ma jego ofiara, on zawsze będzie sadzał na ławce rezerwowych, dopóki sobie sam nie określi czego, tak naprawdę chce od życia.

A jeśli sam stosujesz benching?

Jestem przekonana, że nie każdy bencher to przebierający w wielbicielkach macho (choć takich jest wielu). Czasem postawa ta jest związana z lękiem przed odrzuceniem, czy chorobliwą nieśmiałością. Warto poznać przyczyny, dla których tak bardzo przerażają nas wizje spotkań na żywo. Najlepiej razem z psychoterapeutą albo po prostu z kimś, komu ufamy i możemy o tym porozmawiać bez skrępowania. Bywa, że winne całemu problemowi są kompleksy i nadwrażliwość na odrzucenie. Jeśli nie dajemy innym prawa do tego, że możemy im się nie spodobać, na randki chodzimy w paranoicznym stresie. Dużo przyjemniej by było, gdyby podchodziło się do początkowych randek z potrzebą poznania drugiej osoby, a nie potrzebą dowartościowania i przeglądania się w jej rozmarzonym spojrzeniu.

0

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że na migrenę cierpi 11% dorosłej populacji, czyli aż 324 miliony osób. W Polsce problem ten może dotyczyć nawet ok. 4,2 mln osób. Czy należysz do tej grupy? Czy chcesz wygrać z migreną?

Migrenowe bóle głowy oraz pojawiając się wraz z nimi dziesiątki dolegliwości takie jak: światłowstręt, nudności, a nawet wymioty, zaburzenia widzenia, zawroty głowy, nadwrażliwość na zapachy i smaki potrafią skutecznie odbierać chęć do życia. Chorzy żyją w wiecznym stresie przed napadami bólu i niezdolnością do stawiania czoła codzienności. Są osamotnieni w swojej chorobie, bo tylko inna osoba cierpiąca na migrenę jest w stanie zrozumieć skalę cierpienia. Ogół społeczeństwa nie dostrzega ogromu różnicy pomiędzy zwykłym bólem głowy, który przytrafia się każdemu, a migrenowym, który może trwać nawet do 72 godziny bez przerwy przez kilka dni w miesiącu. Migrena w postaci przewlekłej może wiązać się z uporczywymi, intensywnymi i tętniącymi bólami przez co najmniej 15 dni w miesiącu, a nawet codziennie! W 20% przypadków napad bólowy poprzedza tzw. aura, objawiająca się np. mroczkami przed oczami, trudnościami z wysławianiem się, a nawet niedowładami rąk.

Przełom w zapobieganiu i leczeniu migreny

Duża skala problemu spowodowała intensywne poszukiwania skutecznej metody leczenia migreny. Jest nią CEFALY – urządzenie do neurostymulacji, które w badaniach klinicznych wykazało, aż u 81% badanych znaczącą redukcję ataków bólu migrenowego, a u 75% pacjentów – redukcję zażywanych środków farmakologicznych na migrenę. Tak dobre rezultaty zaowocowały tym, że CEFALY zostało zaaprobowane przez amerykańską Agencję Żywności i Leków (FDA) oraz otrzymało rekomendację Brytyjskiego Narodowego Instytutu Zdrowia i Oceny Technologii Medycznych (NICE – National Institute for Health and Care Excellence).

 

Kto może wygrać z migreną?

CEFALY jest przeznaczone dla osób cierpiących z powodu częstych bólów migre-nowych, szczególnie w przypadkach, kiedy chcemy zadziałać prewencyjnie, zmniejszyć częstotliwość i intensywność ataków jak również zależy nam na zmniejszeniu ilości spożywanych leków przeciwbólowych. W prosty sposób możesz sprawdzić czy neurostymulacja jest dla Ciebie wypełniając krótki test http://www.cefaly.pl/czy-dla-mnie

W jaki sposób działa CEFALY?

CEFALY jest małym urządzeniem mieszczącym się w dłoni. Z łatwością można je włożyć do kieszeni lub torebki. Stosuje się je w bardzo prosty sposób umieszczając samoprzylepną elektrodę na czole, a następne do niej przytwierdzając CEFALY. Poprzez tę elektrodę urządzenie produkuje precyzyjne mikroimpulsy stymulujące gałęzie czołowe nerwu trójdzielnego celem leczenia migreny. Jego stymulacja może nie tylko przerwać trwający napad bólowy, ale działa również profilaktycznie.

Badanie przeprowadzone z udziałem pacjentów Poradni Leczenia Bólu w Krakowie wykazało, iż już po dziesięciu sesjach z użyciem CEFALY znacznie maleje liczba, czas trwania i intensywność ataków bólu.

20 – minutowy rytuał przeciwmigrenowy

CEFALY posiada 3 programy działania – leczniczy, stosowany w trakcie ataku bólu migrenowego, profilaktyczny i relaksujący, o działaniu uspokajającym i łagodzącym niepokój. Bez względu na wybrany program, stymulacja z użyciem CEFALY trwa 20 minut; w jej trakcie można relaksować się, czy kontynuować wykonywanie codziennych czynności. Aby w pełni skorzystać z profilaktycznego działania urządzenia, sesje zaleca się stosować codziennie.

 

Wskazaniem do stosowania CEFALY jest:

• migrena zwykła – ataki nie są poprzedzone żadnymi objawami i mają różny czas trwania od 4 do 72 godzin. Ból jest bardzo silny, pulsacyjny, dotyczy jednej połowy głowy, wysiłek zwiększa jego intensywność, a często towarzyszą nudności i wymioty.

• migrena z aurą – atak jest poprzedzony aurą (objawy neurologiczne) tj.: mrowienia w jednej części ciała, ciemne plamki w polu widzenia (scotoma). Trwający atak ma różny czas trwania (4-72 godzin). Pomiędzy atakami brak żadnych objawów. Ból jest bardzo silny, pulsacyjny, dotyczy jednej połowy głowy, wysiłek zwiększa jego intensywność, a często towarzyszą nudności i wymioty.

• migrena oczna – atak migreny poprzedzony jest aurą oczną z objawami takimi jak ciemne plamki w polu widzenia (scotoma), czasami migające kontury. Niektórzy pacjenci mówią również o migrenie ocznej, kiedy atak bólu jest zlokalizowany wokół jednego oka.

• migrena epizodyczna – Są to migreny (zwykłe lub z aurą), które są charakteryzowane przez ataki o różnym czasie trwania (4-72 godzin). Pomiędzy atakami brak żadnych objawów. Częstotliwość ataków jest różna, od jednego na miesiąc (lub rzadziej), do kilku w tygodniu.

• migrena przewlekła – migrena ta trwa już od jakiegoś czasu, a ataki występują coraz częściej. Bóle występują przez połowę czasu lub dłużej (pacjent cierpi na bóle głowy przez więcej niż 14 dni w miesiącu).

• migrena menstruacyjna – migrena menstruacyjna występuje w okolicach dni menstruacyjnych kobiety i jest bezpośrednio związana z grą hormonalną. Objawy są klasyczne dla cyklu miesięcznego kobiety.

Urządzenie medyczne CEFALY stosować mogą również osoby cierpiące na: napięciowe bóle głowy przednie i tylne, przewlekłe bóle głowy oraz neuralgię potyliczną.

Aby sprawdzić skuteczność CEFALY przy indywidualnych dolegliwościach można je wypożycz na 60 dniowy okres próbny. Więcej informacji, odpowiedzi na pytania dotyczące stosowania i wskazań znaleźć można na stronie www.cefaly.pl gdzie również można kupić CEFALY.

0

Na mapie kobiecego ciała znajduje się szereg punktów wrażliwych, ale też drażliwych. O ile masowanie i pieszczenie tych pierwszych może być dla pań bardzo przyjemne, o tyle wygląda to zgoła inaczej w przypadku drażliwych. Usilne dotykanie i całowanie tych drugich może skutecznie odebrać paniom ochotę na zbliżenie. Mężczyzna powinien więc zdawać sobie sprawę, gdzie dotykać, by rozpalić zmysły swojej partnerki, a od jakich miejsc trzymać się z daleka. Albo przynajmniej na dystans. Oto krótki przewodnik, który powinien okazać się pomocny dla każdego.

1. Dłonie i opuszki palców. Wrażliwe miejsca od których warto zacząć pieszczoty

Dłonie, a zwłaszcza opuszki palców, są niezwykle wrażliwe na dotyk. Warto się na nich skupić i pieścić je w odpowiedni sposób, ponieważ może to sprawić kobiecie niewysłowioną przyjemność. Na początku najlepiej zacząć od delikatnego masażu nadgarstków, by kolejno przejść do obejmowania kobiecych dłoni, własnymi. To daje paniom poczucie bezpieczeństwa, a dodatkowo zmniejsza dystans między partnerami. Dopiero po szeregu podobnych czynności należy skupić się na wewnętrznych stronach dłoni i opuszkach palców. Następnie dotykać je i całować, by położyć na swoim karku. Takie subtelne czynności są niezwykle pociągające, ale też po prostu bardzo przyjemne dla obydwojga kochanków. I potrafią ocieplić atmosferę. Niezależnie od okoliczności.

2. Okolice oczu. Trzeba uważać, bo łatwo o zadrapanie

O ile kobiety uwielbiają, kiedy mężczyzna całuje je w czoło albo kark, o tyle raczej nie sprawdza się to w przypadku okolicy oczu. Skóra w takich miejscach jest wyjątkowo delikatna, a często nadwrażliwa. Przez to, drażnienie jej dłońmi bądź ustami, może po prostu nie sprawiać przyjemności. Ba, zdarza się, że jest to na tyle irytujące, że odbiera ochotę na seks. Panowie muszą też mieć się na baczności, bo chwila nieuwagi może skutkować zadrapaniem. Wtedy będzie bolało. I na pewno nikomu nie będzie przyjemnie.

3. Kobiece usta. Kopalnia punktów erogennych, którą każdego dnia warto odkrywać na nowo

Usta to elektryzujący punkt zarówno na kobiecym, jak i na męskim ciele. Panie uwielbiają, kiedy mężczyźni pieszczą te okolice na różne sposoby. Oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku. Co to oznacza? Pocałunek, który kończy się wkładaniem języka do gardła nie ma nic wspólnego z namiętnością! Najlepiej delikatnie dotykać usta opuszkami palców, a następnie obdarowywać delikatnymi pocałunkami. To stopniowo będzie rozpalało zmysły partnerki. Dopiero po pewnym czasie powinno dać się ponieść fantazji i fali namiętnych pocałunków. Na pewno będzie gorąco!

4. Okolice kobiecego krocza. Mężczyzna, który zapuści się tam zbyt szybko, dostanie po uszach

Podobnie jak u mężczyzn, tak i u kobiet okolice krocza są bardzo wrażliwe. I pieszczoty tych rejonów są jak najbardziej wskazane. Należy jednak pamiętać o przestrzeganiu kilku zasad. Jakich? Przede wszystkim o wyczuciu. Zarówno w sensie dosłownym, jak i przenośnym. Mężczyzna, który szanuje swoją partnerkę, niezależnie od stażu związku, nie powinien od razu fokusować się na okolicach intymnych. Wcześniej warto czule pieścić pozostałe części ciała swojej kobiety, pokazując jej jednocześnie swój szacunek. Kolejną sprawą jest szybkość i intensywność ruchów. O ile niektóre kobiety lubią mocne doznania, o tyle niektóre wolą stopniowo zwiększać tempo. W tym celu najlepiej po prostu porozmawiać ze swoją partnerką i wprost zapytać o jej preferencje.

5. Stopy. Ich masaż potrafi rozpalić bardziej, niż mogłoby się wydawać

Masaż stóp jest nie tylko bardzo zdrowy, ale dodatkowo może być niezwykle przyjemny. Co więcej, ugniatanie podeszw w odpowiednie sposób potrafi rozpalić zmysły. Mężczyzna, który chce podjąć się tego zadania, musi być jednak stanowczy. Stosunkowo gruba skóra, która ma chronić przed podrażnieniami, potrzebuje zdecydowanych ruchów. Nie oznacza to oczywiście, że należy wciskać kciuk w stopę, aż partnerka zacznie krzyczeć z bólu. Warto jednak zacząć od średnio intensywnego uciskania śródstopia, by kolejno przesuwać wszystkie palce przez całą długość stopy. Nawet 10-minutowy masaż sprawi, że kobieta się odpręży. I rozgrzeje.

 

LOSOWE POSTY

video

0
Selena Gomez była gościem w iHeartRadio, ale nie był to zwykły wywiad z gwiazdą. Artystka poproszona została o zrealizowanie próśb, które fani umieścili wcześniej...